Przyznali 12 punktów Polsce. Interweniował rząd

Przyznali 12 punktów Polsce. Interweniował rząd

Dodano: 
Występ Alicji Szemplińskiej na Eurowizji 2026
Występ Alicji Szemplińskiej na Eurowizji 2026 Źródło: PAP/EPA / HANNIBAL HANSCHKE
W Mołdawii wybuchła prawdziwa polityczno-obyczajowa burza po tym, jak jury przyznało 12 punktów Polsce.

Podczas gdy w Polsce najwięcej emocji wzbudzają oceny jurorów dla Izraela, w Mołdawii również wybuchł skandal związany z głosowaniem podczas Eurowizji. Powodem okazała się decyzja tamtejszego jury, które przyznało maksymalne 12 punktów Polsce, niemal całkowicie pomijając Rumunię. Skutki były natychmiastowe: fala krytyki, reakcja polityków i dymisja na szczycie mołdawskich mediów publicznych.

Afera w Mołdawii po Eurowizji 2026. Poszło o punkty dla Polski

Aby zrozumieć skalę oburzenia, trzeba pamiętać o wyjątkowych relacjach łączących Mołdawię i Rumunię. Wspólny język, historia, kultura oraz silne środowiska opowiadające się za zacieśnianiem więzi – wspierane m.in. przez prezydent Mołdawii Maię Sandu – sprawiają, że oba kraje tradycyjnie okazują sobie sympatię również na Eurowizji, regularnie wymieniając się najwyższymi notami.

Tym razem również rumuńska reprezentantka Alexandra Căpitănescu z utworem "Choke Me" zdobyła ogromne uznanie mołdawskich widzów, którzy w televotingu przyznali jej komplet 12 punktów. Zupełnie inaczej sytuację oceniło jednak jury powołane przez mołdawskiego nadawcę publicznego. Rumunia otrzymała od profesjonalnych jurorów zaledwie 3 punkty, zajmując dopiero ósme miejsce w ich klasyfikacji – za Izraelem, Grecją czy Bułgarią. Najwyżej oceniono natomiast Polskę, podczas gdy reprezentantka naszego kraju nie mogła liczyć na żaden punkt od tamtejszej publiczności.

Pierwsze oznaki skandalu pojawiły się już podczas transmisji finału. Margarita Druta, która z Kiszyniowa ogłaszała wyniki, zaraz po zakończeniu programu opublikowała emocjonalne nagranie. Choć podkreślała, że spełniła swoje marzenie o udziale w Eurowizji, nie kryła jednocześnie rozgoryczenia z powodu odczytanego werdyktu. Jak przyznała, była wstrząśnięta treścią oficjalnego protokołu i rozważała interwencję u władz stacji. Ostatecznie wykonała swoje obowiązki, ale później publicznie zaznaczyła, że nie miała żadnego wpływu na decyzję jury. Podobnie wypowiadał się mołdawski reprezentant Satoshi, apelując o spokój i przypominając, że pojedynczy werdykt nie powinien wpływać na relacje między narodami. Druta podkreślała, że więź między Rumunią a Mołdawią jest znacznie silniejsza niż kilka sekund ekranowego głosowania i apelowała, by nie utożsamiać decyzji komisji z opinią całego społeczeństwa.

Te apele nie uspokoiły jednak nastrojów. Decyzję jurorów ostro skrytykowali przedstawiciele mołdawskich elit politycznych. Minister kultury określił werdykt jako "niezrozumiały" i zażądał wyjaśnień od Rady Koordynacyjnej ds. Radia i Telewizji. Deputowany rządzącej partii PAS Marcel Spătari stwierdził, że jury "nie reprezentuje obywateli", natomiast były rzecznik rządu Daniel Vodă zarzucił komisji całkowity brak wyczucia geopolitycznego znaczenia Eurowizji.

Pod presją polityków, opinii publicznej i mediów, konsekwencje poniosło kierownictwo nadawcy publicznego. Szef mołdawskiej telewizji publicznej, Vlad Țurcanu, złożył rezygnację.

Mimo chłodnego potraktowania przez jury, Rumunia zakończyła Eurowizję 2026 na bardzo wysokim, trzecim miejscu, wyrównując swój najlepszy wynik w historii konkursu. Nawet dodatkowe 12 punktów nie pozwoliłoby jej jednak awansować na drugą pozycję.

Czytaj też:
Eurowizja 2026 w TVP. Są wyniki
Czytaj też:
"Duma i wstyd". Córka byłego prezydenta nie wytrzymała

Opracowała: Małgorzata Puzyr
Źródło: Pudelek.pl