Na ostateczny wynik na Eurowizji składają się punkty od krajowych jury oraz głosowanie telewidzów. Niejednokrotnie wybór widzów różnił się znacząco od punktów przyznanych przez ekspertów, co całkowicie odwracało ostateczne rozstrzygnięcie. 70. finał Eurowizji w Wiedniu zwyciężyła Bułgaria. Serca fanów zawojowała Dara z utworem "Bangaranga".
Alicja Szemplińska uplasowała się na 12. miejscu, a szczególne uznanie zdobyła wśród jury, które przyznało jej 133 pkt, w tym aż cztery maksymalne noty od Niemiec, Belgii, Mołdawii i Austrii.
Brak punktów od Ukrainy. Stanowski grzmi
Spore zaskoczenie wzbudziły wyniki ukraińskiego jury, od którego nie otrzymała ani jednego punktu.
Sytuacja szybko zwróciła uwagę internautów, którzy przypominali o bliskich relacjach łączących Polskę i Ukrainę w ostatnich latach — zarówno na poziomie społecznym, jak i kulturowym. Choć Eurowizja oficjalnie funkcjonuje jako konkurs apolityczny, a jurorzy powinni kierować się wyłącznie oceną artystyczną występów, brak choćby symbolicznego wsparcia dla polskiej reprezentantki okazał się dla wielu widzów zaskakujący i trudny do wyjaśnienia.
Do wyników Eurowizji odniósł się w mediach społecznościowych dziennikarz Krzysztof Stanowski.
"Nawet jakby Jaś Kapela pierdział w trąbkę na Eurowizji, to Ukraina powinna dać nam 12 punktów" – stwierdził w swoim stylu twórca Kanału Zero.
Stanowski odniósł się również do głosowania polskiego jury, które przyznało maksymalną notę – 12 punktów – reprezentantowi Izraela, choć żadna inna ekipa jury z europejskiego kraju tego nie zrobiła. Ruch ten wywołał w sieci wiele negatywnych komentarzy z uwagi na wojny prowadzone przez Izrael na Bliskim Wschodzie.
"I brawa za 12 punktów od Polski dla Izraela. Dzięki temu następnym razem na pewno zastanowią się zanim zamordują polskiego wolontariusza" – stwierdził krótko.
Czytaj też:
"Duma i wstyd". Córka byłego prezydenta nie wytrzymałaCzytaj też:
Maksymalna nota dla Izraela. Juror: To nie jest wspólna decyzja siedmiu jurorów
