Kinga Rusin rozpoczęła swoją medialną karierę w Telewizji Polskiej, gdzie m.in. prowadziła "Teleexpress". W 2005 r. związała się TVN-em i szybko stała się jedną z czołowych twarzy kanału. Prowadziła takie formaty, jak: "You Can Dance – Po prostu tańcz" i "Agent – Gwiazdy" oraz program śniadaniowy "Dzień Dobry TVN". Z telewizji zniknęła po 15 latach pracy, tuż przed startem jesiennej ramówki TVN-u, w 2020 r. Od tego czasu prowadzi własny biznes kosmetyczny i podróżuje po świecie ze swoim partnerem – Markiem Kujawą. Wraz z zakończeniem kariery w telewizji, rozpoczęła też bardzo aktywną działalność w mediach społecznościowych.
Od kilku tygodni była dziennikarka relacjonuje swoją wyprawę do Japonii. Teraz podzieliła się z fanami zaskakującą informacją.
Kinga Rusin nie wraca do Polski. "Zostajemy w Japonii!"
"Podjęliśmy decyzję! Nie wracamy do Polski. Zostajemy w Japonii! Jeszcze nie wiemy na jak długo, ale wiemy jedno: 5 tygodni to zdecydowanie za mało, żeby zobaczyć i przeżyć wszystkie rzeczy z naszej listy (w dodatku kilka godzin dziennie pracując zdalnie)… Na szczęście jesteśmy panami naszego czasu" – napisała w najnowszym poście na Instagramie.
"Do tej pory przejechaliśmy tu samochodem 8500 km: od Aomori na północy Honsiu po Kagoshimę na południu Kiusiu, od Sendai na wschodzie po Niigatę na zachodzie, od gęstych lasów i świątyń Sikoku po mega miasta przyszłości, od dawnych stolic Japonii – Nary i Kioto po Edo czyli dzisiejsze Tokio, od Isu do Sakurajimy, od Matsuyamy po Fudżi, od zabytków, świątyń, zamków i innych skarbów kultury, po muzea sztuki współczesnej o niespotykanej w Europie skali, od teatrów i historycznych spektakli po nieprawdopodobnie głośne salony gier pachinko… Dobrze, że skrupulatnie prowadzę dziennik podróży, bo nie sposób od razu wszystkiego zapamiętać. W głowie mam obrazy, dźwięki, zapachy, smaki jakich wcześniej nie znałam. Moc emocji i wrażeń" – relacjonuje była gwiazda TVN.
"Przy okazji mamy jakiegoś nieprawdopodobnego farta – a może po prostu potrafimy sobie to szczęście zorganizować😉…? Tak udało nam się manewrować między frontami pogodowymi, że w zasadzie mieliśmy może z pół dnia deszczu. Kiedy padało na wschodzie my byliśmy na zachodzie, kiedy było brzydko na południu my akurat objeżdżaliśmy północ. Kilka razy najedliśmy się strachu, ale na strachu na szczęście się skończyło. Udawało nam się jakimś cudem dostawać w ostatniej chwili bilety na wydarzenia, na które normalnie rezerwuje się wejścia na kilka tygodni/miesięcy wcześniej (jak mistrzostwa sumo w Tokio, finał festiwalu gejsz Miyako Odori w Kioto, jubileuszowy spektakl Kabuki, bilety do słynnego muzeum Chichu na Naoshimie czy do tokijskiego, futurystycznego Team Lab). No i Fudżi wyszło zza chmur dokładnie w momencie kiedy do niego dojechaliśmy…. I jak tu nie skakać do góry z radości!?" – dodała.
Czytaj też:
EBU ujawniła pełne wyniki. Wiadomo, jak polscy jurorzy ocenili IzraelCzytaj też:
Przyznali 12 punktów Polsce. Interweniował rząd
