"Agent Tomek" powraca. Weronika Marczuk przerywa milczenie. "Przeszłam przez piekło"

"Agent Tomek" powraca. Weronika Marczuk przerywa milczenie. "Przeszłam przez piekło"

Dodano: 
Tomasz Kaczmarek
Tomasz Kaczmarek Źródło: PAP / Radek Pietruszka
Weronika Marczuk wróciła wspomnieniami do głośnej sprawy z udziałem "agenta Tomka". Mówi o "piekle".

Pod koniec listopada były agent CBA Tomasz Kaczmarek miał złożyć w prokuraturze zeznania obciążające ministrów Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika. Według "Gazety Wyborczej" Kaczmarek zeznał, że "Mariusz Kamiński i Maciej Wąsik kazali mu przekazywać ściśle tajne materiały popierającym PiS dziennikarzom, by niszczyć politycznych konkurentów". – Zeznawałem pod rygorem odpowiedzialności karnej, był przy tym obecny mój adwokat. Nie boję się konfrontacji moich zeznań z dokumentami i z aktami śledztw – powiedział "agent Tomek" w rozmowie z "Wyborczą". Kaczmarek ma ubiegać się o status świadka koronnego.

Powrót "agenta Tomka". Weronika Marczuk przerywa milczenie

Nagły powrót do przestrzeni publicznej Tomasza Kaczmarka skomentowała Weronika Marczuk – bohaterka głośnej afery z jego udziałem. W rozmowie z "Faktem" Marczuk oceniła, że najnowsze zeznania "agenta Tomka" mogą odsłonić całe mechanizmy wykorzystywania niewinnych ludzi.

"Jeśli w wyniku zeznań pana Kaczmarka i innych osób poznamy mechanizmy bezwzględnego wykorzystywania niewinnych ludzi, co przyczyni się do odzyskania dobrego imienia czy odzyskania strat, to wreszcie będzie można powiedzieć, że sprawiedliwość zwyciężyła" – stwierdziła.

"Wszystkim nam powinno zależeć na tym, by nikt nigdy nie doświadczył niczego takiego i to ze strony instytucji państwowych, których naczelnym celem funkcjonowania jest ochrona obywatela, a nie jego niszczenie. Niestety, zakończenia są na ogół mniej spektakularne i o przeprosinach nie było tak głośno, jak przy bezpodstawnych oskarżeniach" – dodała Marczuk.

"Bandyckie metody". Aktorka ostro o działaniach funkcjonariusza CBA

Marczuk w mocnych słowach powiedziała też, co myśli o metodach, które także wobec niej zastosował "agent Tomek". Wprost określiła je jako "bandyckie".

"To nie były metody jednego agenta. To była machina zaprogramowana na bezwzględne osiąganie celów, jakie stawiało sobie CBA. W ten sposób potraktowano wiele osób. Państwo ma taką siłę, że każdego może zmiażdżyć. Potem wystarczy zamówić kilka kamer telewizyjnych, pokazać pikantne zdjęcia i cała Polska żyje np. spreparowanym łapówkarstwem, ale już rzeczywistym aresztem. Gorzka to satysfakcja mówić teraz o tych bandyckich metodach. (...) Nie cofa się utraconych lat i szans na rodzinę. Przeszłam przez piekło i nikomu tego nie życzę" – dodała Weronika Marczuk w rozmowie z "Faktem".

O co chodziło w głośnej sprawie z udziałem celebrytki?

23 września 2009 roku celebrytka została zatrzymana przez funkcjonariuszy CBA w związku z domniemanym przyjęciem stu tysięcy złotych łapówki i planowanym przyjęciem kolejnych 300 tys. złotych w zamian za pomoc w ustawieniu planowanej prywatyzacji Wydawnictwa Naukowo-Technicznego. Trafiła do aresztu, który opuściła po wpłacie kaucji. Później, w mediach prezentowała swoją wersję wydarzeń, wydała również książkę na ten temat. 10 stycznia 2011 roku prokuratura oczyściła ją z zarzutu płatnej protekcji, a kilka dni później umorzono śledztwo przeciwko niej.

Na podstawie materiałów ze śledztwa został skierowany wniosek o postawienie zarzutów przeciwko agentowi Tomaszowi Kaczmarkowi oraz innym funkcjonariuszom CBA, zamieszanym w tę aferę. W 2020 roku Tomasz Kaczmarek przeprosił publicznie Marczuk i inne ofiary swoich niezgodnych z prawem działań.

Czytaj też:
"Kocham cię, Szymon". Znana aktorka wyznała miłość marszałkowi Sejmu
Czytaj też:
Maryla Rodowicz pojechała do sklepu po "chrupiącą bagietkę". Wydała 1254 zł

Opracowała: Małgorzata Puzyr
Źródło: Fakt