W poniedziałek Netflix ogłosił powstanie nowej adaptacji "Nocy i dni". Serialowa wersja klasyka polskiej literatury ma stanowić "wnikliwy obraz związku na tle epoki pełnej niepokojów". Netflix zapowiedział, że będzie to przede wszystkim "portret kobiety – nieprzewidywalnej i pełnej wielu sprzeczności". Serial ma mieć osiem odcinków.
Dotychczas jedyną, uznawaną przez kolejne pokolenia za kultową, adaptacją powieści Marii Dąbrowskiej była ekranizacja z 1975 roku w reżyserii Jerzego Antczaka.
Strasburger sceptyczny
O skomentowanie planów Netflixa portal Plejada poprosił Karola Strasburgera, który w filmie Antczaka wcielił się w Józefa Toliboskiego. – To z mojej strony trochę niezręczne, bo nie jest moją rolą mówić, co powinno się robić, a czego nie. Uważam jednak, że to przedsięwzięcie jest niepotrzebne. Film "Noce i dnie" cały czas funkcjonuje w przestrzeni publicznej – jest regularnie powtarzany, żyje wśród widzów. Niedawno obchodzono 50-lecie jego powstania, wciąż odbywają się wydarzenia z nim związane, na które jestem zapraszany. Mam na myśli choćby taniec na rynku w Kaliszu, gdzie wspólnie tańczyliśmy słynnego "walca Barbary" skomponowanego przez Waldemara Kazaneckiego. Ten walc i nenufary stały się najsławniejszą sceną polskiego kina. To wybitne dzieło, które startowało do Oscara i do dziś pozostaje bardzo obecne w świadomości widzów, dlatego robienie czegoś podobnego w momencie, gdy ten film wciąż tak silnie funkcjonuje, moim zdaniem mija się z celem – stwierdził krytycznie.
"Feministyczne" spojrzenie zbędne
Aktor zauważa, że nowa wersja ekranizacji z pewnością będzie skazana na porównania do filmu sprzed lat. – Jeśli ktoś chce dziś opowiedzieć historię o samotności, kobiecie uwikłanej w miłość i podobnych tematach, to może lepiej byłoby napisać własny scenariusz, zamiast sięgać po Marię Dąbrowską i "Noce i dnie", a jednocześnie próbować opowiedzieć tę historię na nowo po swojemu. Trochę mnie to dziwi, że robi się coś w oparciu o literaturę, a chce się zrobić jakieś swoje spojrzenie – ocenił, odnosząc się do zapowiedzianej przez platformę wersji opowieści.
– Trudno będzie stworzyć coś porównywalnego jakościowo – to był film kostiumowy, realizowany przez trzy lata, z ogromnymi nakładami finansowymi. W zestawieniu z dzisiejszymi produkcjami, które powstają szybko i jak najniższym kosztem, wszystko to wydaje mi się trochę niezrozumiałe – kontynuował gwiazdor. – Choć oczywiście nie można nikomu odmówić prawa do podjęcia takiego działania. Żyjemy przecież w wolnym kraju, przynajmniej do pewnego stopnia — mówił w rozmowie z Plejadą Karol Strasburger.
Czytaj też:
Kolejna polska produkcja na znanej platformie. Będzie hit?Czytaj też:
Dramat polskiej piosenkarki. "Wyłamali zamek"
