"Sound of Freedom". W imię ofiar
  • Piotr GociekAutor:Piotr Gociek

"Sound of Freedom". W imię ofiar

Dodano: 
Kadr z filmu „Dźwięk wolności”
Kadr z filmu „Dźwięk wolności” Źródło: prasowe
„Dźwięk wolności. Sound of Freedom” daje nadzieję: można uratować ofiary pedofilskich mafii. Ale przeraża: Jak wysoko zasiadają wpływowi przyjaciele odrażającego procederu?

Kiedy film za niespełna 15 mln dol. zarabia niespodziewanie setki milionów, oznacza to, że albo narodził się jakiś nowy geniusz kina, nowy Tarantino, albo twórcy trafili w czułą strunę, w oczekiwania widzów, których dotąd nie dostrzegano. „Dźwięk wolności” (wchodzi do polskich kin 15 września) to ten drugi przypadek. Budżet jak na hollywoodzkie warunki był śmieszny – żyjemy w czasach, kiedy jeden odcinek popularnego serialu potrafi kosztować 20, 30, 50 mln dol. („Pacyfik”, „Stranger Things”, „Cytadela”). A jednak to „Dźwięk wolności. Sound of Freedom” zamyka dziś dziesiątkę najbardziej kasowych filmów Ameryki w roku 2023. I wyprzedza typowane na hity box office’u superprodukcje: nowego Indianę Jonesa, nową „Mission Impossible”, nową odsłonę serii „Transformers”, nie mówiąc już o tak chybionych premierach, jak „Flash” czy „Meg 2. Głębia”.

Niektórzy widzowie być może będą rozczarowani: ot, solidny dramat sensacyjny ze znanym aktorem w roli głównej, formalnie poprawny, bez fajerwerków. Dzień jak co dzień, w kinie czy w streamingu, niejeden taki film widzieliśmy, niejeden zobaczymy. Inni będą – być może – rozczarowani z innego powodu: jeśli zetknęli się z falą hejtu, którą „Dźwięk wolności” wzniecił w amerykańskich liberalnych mediach. Oskarżany o propagowanie spiskowych teorii ruchu QAnon, tendencyjne ukazywanie rzeczywistości, aż wreszcie – przyjęty z rezerwą, bo to chrześcijańska propaganda. Tymczasem w filmie nie znajdziemy żadnych scen czy dialogów, które uzasadniałyby stawianie takich tez. Ale tym gorzej dla faktów.

Artykuł został opublikowany w 37/2023 wydaniu tygodnika Do Rzeczy.

Źródło: DoRzeczy.pl