Margaret od lat zaskakuje nie tylko muzyką, ale również podejściem do życia i duchowości. Artystka, która ma za sobą m.in. szamańską ceremonię ślubną, tym razem opowiedziała o swojej wierze w magię. Wokalistka przekonuje, że siła jej nastawienia miała pomóc w pozornie niemożliwej sytuacji — samolot, na który spóźniła się wraz z partnerem, miał zawrócić, by zabrać ich na pokład.
Dziwne teorie Margaret. Piosenkarka wierzy w magię
Nietypową historią Margaret podzieliła się w podcaście "Bliskoznaczni", prowadzonym przez Katarzynę Nosowską i jej syna. W rozmowie wyjaśniła, że magia oznacza dla niej momenty, w których silna wiara i przekonanie potrafią wpłynąć na bieg wydarzeń.
– Ja też wierzę w magię, bo kilka razy miałam tego typu sytuacje i to jest chyba o tym, że jak w coś bardzo wierzysz, to po prostu to się ziszcza. Słuchajcie, miałam taką przypałową sytuację i po prostu siłą swojego mózgu zawróciłam samolot. Do dziś nie wiem, jak ja to zrobiłam – zdradziła.
Do zdarzenia miało dojść podczas powrotu Margaret i jej partnera z Maroka do Warszawy. Para pojawiła się na lotnisku w Marrakeszu ponad godzinę za późno. – Samolot jest na pasie startowym. Tanie linie. Ja wbiegam, tu paszport i mówię: "Dobra, szybciutko, szybciutko, bo samolocik zaraz leci". Ta pani, że jesteśmy spóźnieni. (...) Ja mówię: "Piotrek, szybko" i tam go jeszcze opieprzam – opowiadała wokalistka.
Niespodziewanie sprawy miały przybrać nieoczekiwany obrót. Według relacji Margaret, maszyna ostatecznie zawróciła, a spóźnieni pasażerowie mogli wejść na pokład. Wokalistka uznała, że ogromna pewność siebie i przekonanie, że musi odbyć ten lot, mogły wpłynąć na rozwój sytuacji.
– Ten samolot zawrócił z tego pasa startowego po nas, bo ja z taką energią i z taką siłą na zasadzie "nie ma c**ja we wsi". Ja lecę tym samolotem. Ja się nie spóźniłam – relacjonowała.
Historia nie zakończyła się jednak bez niezręczności. Gdy Margaret i jej partner pojawili się w samolocie, pozostali pasażerowie mieli przywitać ich buczeniem. Dopiero wtedy artystka zaczęła zdawać sobie sprawę, że opóźnienie było znacznie większe, niż przypuszczała.
Margaret przyznała, że nie był to jedyny moment w jej życiu, gdy silna wiara w określony scenariusz – jak sama to interpretuje – miała wpłynąć na rzeczywistość.
Czytaj też:
Zapadł wyrok ws. Buddy. Dwóch mężczyzn skazanych na więzienie Czytaj też:
"Czuchnowski kłamał". Raport NIK obala wersję dziennikarza "Wyborczej"
