O liderze zespołu Kult było głośno na początku grudnia 2025 roku z powodu jego niedyspozycji podczas koncertu w Zielonej Górze. W trakcie występu fani zaczęli opuszczać wydarzenie. Według relacji widzów, Kazik Staszewski śpiewał niewyraźnie i bełkotał. Media społecznościowe obiegły nagrania z imprezy. Po kilku dniach artysta zamieścił w mediach społecznościowych wpisy, z których wynikało, że jego stan zdrowia wyraźnie się pogorszył i trafił do szpitala na Teneryfie. Niedługo później zespół poinformował, że stan zdrowia Kazika "powoli, ale systematycznie się poprawia". Przekazano jednocześnie, że wszystkie zaplanowane na najbliższe miesiące koncerty zostały odwołane. Wiosną zespół planuje wrócić na scenę, a latem wyruszą w trasę w ramach festiwalu Męskie Granie w specjalnym projekcie PRO8L3M gra Kazika.
W rozmowie z Bogdanem Rymanowskim, Kazik Staszewski przyznał, że w Zielonej Górze wyszedł na scenę pod wpływem alkoholu, łamiąc tym samym zasady obowiązujące zespół.
Kazik Staszewski ujawnia kulisy występu w Zielonej Górze. "Dramat"
Jak podkreślił muzyk, "Kult nie może wyjść na scenę pod wpływem alkoholu", czego miał pilnować menadżer grupy.
– Mieliśmy alkotesty. I za każdym razem się testujemy. Wszyscy muszą. To rozporządzenie menedżera – przyznał u Bogdana Rymanowskiego.
Zaznaczył przy tym, że, zanim pojawiły się u niego problemy ze zdrowiem, unikał alkoholu. W pewnym momencie zaczął zaglądać jednak do kieliszka, a nawet szukać w wysokoprocentowych trunkach lekarstwa na uśmierzenie bólu.
– Tej jesieni zrobiło się tak stresująco. Nie mówię, że zacząłem się wspomagać alkoholem, jak tych bóli dostałem, bo to już się wcześniej zaczęło – tłumaczył.
Zdradził również, jak wyglądały kulisy głośnego koncertu w Zielonej Górze.
– Nie było kontroli przedkoncertowej, więc zacząłem pić przed koncertami. Piłem whiskey przeważnie. Aż doszło do tej nieszczęsnej Zielonej Góry. 28 listopada. Pamiętam, że siedziałem w hotelu i zwijałem się z bólu. Menedżer był już na miejscu. Przesadziłem, wyszedłem na scenę w stanie kompletnie nienadającym się na scenę. Poinformowałem, że tak zrobię. Miałem wziąć jednego shota, było ich trochę więcej. To były takie cztery niemałe, w szklance. Tylko myślałem o tym, żeby ten ból załagodzić. Ten ból bardzo mi dokuczał – relacjonował.
– Koncert się odbył. Miałem świadomość, że to jest dramat. Niestety pamiętam doskonale, że ludzie wychodzili – ocenił gorzko muzyk.
Muzyk dopytywany był również, kiedy zdał sobie sprawę z tego, co się stało.
– Uświadomiłem to sobie dosyć szybko, gdy zostałem skrzyczany przez menadżera, przy biernej postawie zespołu, który też wiedział, co się dzieje. Po takich występach jest kompletny dół – przyznał.
Czytaj też:
Hejt na ikonę polskiej muzyki. Sprawa trafiła do prokuraturyCzytaj też:
Ksiądz upomniał polską gwiazdę. Nie zapłaciła za ślub?
