Konflikt pomiędzy Krzysztofem Stanowskim a Wysocką-Schnepf, rozpoczęty podczas debaty prezydenckiej, nasilił się we wrześniu ubiegłego roku. Sprawa zakończyła się pozwem ze strony dziennikarki TVP.
Sąd po stronie Wysockiej-Schnepf. Zakaz na Kanał Zero utrzymany
Pod koniec listopada 2025 roku Sąd Okręgowy w Warszawie wydał zabezpieczenie, w którym zakazał Kanałowi Zero, jego założycielowi, Krzysztofowi Stanowskiemu, i dziennikarzowi Robertowi Mazurkowi publikowania materiałów na temat dziennikarki Telewizji Polskiej Doroty Wysockiej-Schnepf. Dodatkowo nie mogli nazywać jej "arcykapłanką propagandy". Dziennikarze złożyli zażalenie na tę decyzję.
14 kwietnia dziennikarka TVP Info poinformowała, że sąd oddalił zażalenie.
"Z przyjemnością informuję, że Sąd Apelacyjny oddalił zażalenie podającego się za dziennikarza pozwaneg K. Stanowskiego (K. Zero) na decyzję sądu I instancji o zabezpieczeniu nałożonym na pozwanych (pp. Stanowski i Mazurek). Decyzja jest niezaskarżalna. Młyny sprawiedliwości mielą" – ogłosiła na X, załączając oficjalny dokument.
Giertych nazywa Stanowskiego "przegrywem". Mocna odpowiedź
Do sprawy odniósł się poseł Koalicji Obywatelskiej Roman Giertych. Nie krył satysfakcji z decyzji sądu w tej sprawie.
"Stanowski prawomocnie przegrał z red. Wysocką-Schnepf. Ale przegryw." – napisał.
Twórca Kanału Zero nie pozostał mu dłuży.
"Panie Romanie, ten proces się nawet nie rozpoczął. Ale na wszelki wypadek może mi pan dać namiary na jakąś Rosjankę z Francji/Liechtensteinu, może bym ukrył trochę siana" – odpowiedział.
Stanowski nawiązał w ten sposób do głośnej afery wokół polityka.
Tuż przed weekendem pojawiła się publikacja na Wirtualnej Polsce o pewnej Rosjance z francuskim paszportem, która w Liechtensteinie miała pracować dla Romana Giertycha. Według ustaleń dziennikarzy portalu, na kobietę założono w Liechtensteinie podmiot, przez który do spółki polityka Koalicji Obywatelskiej przelano blisko milion złotych. Z artykułu dowiadujemy się, że kwoty, które trafiały na konto kancelarii Giertycha pokrywają się z kwotami oraz datami przelewów ze środkami, które według prokuratury zostały nielegalnie wyprowadzone z firmy Polnord. Co ciekawe, powołany do życia podmiot w Liechtensteinie został postawiony w stan gotowości dokładnie 20 dni po tym, jak ostatni przelew trafił do kancelarii posła KO. Według dziennikarzy, prokuratura zajmująca się przez lata aferą Polnordu nigdy nie zbadała tego wątku sprawy. Nie przesłuchano również oby powiązanych z tą działalnością kobiet.
Czytaj też:
Program Stanowskiego zniknął z Kanału Zero. To koniec?Czytaj też:
Kanał Zero TV straci koncesję? "Temat ucichł"
