"Chłopcy i dziewczynki do wynajęcia". Dziennikarka uderza w kolegów z branży

"Chłopcy i dziewczynki do wynajęcia". Dziennikarka uderza w kolegów z branży

Dodano: 
Prezenterka telewizyjna Monika Richardson
Prezenterka telewizyjna Monika Richardson Źródło: PAP / Radek Pietruszka
Monika Richardson mocno uderzyła w dziennikarzy prowadzących śniadaniówki. Wytknęła im brak kompetencji.

Monika Richardson w grudniu 2023 roku z entuzjazmem przyjęła zmianę na polskiej scenie politycznej. Dziennikarka nie ustawała w atakowaniu rządów PiS, odkąd została zwolniona z TVP. Jeszcze przed rewolucją w mediach publicznych, celebrytka pisała o potrzebie ich "deratyzacji", mając na myśli pracujących tam dziennikarzy. Już kilka miesięcy później otwarcie krytykowała Telewizję Polską pod nowymi rządami.

Latem 2025 roku była gwiazda śniadaniówki odniosła się do powrotu Marzeny Rogalskiej do "Pytania na śniadanie" TVP2, – Nie ma koncepcji, więc raczymy się tymi odgrzewanymi kotletami. (...) Marzena Rogalska. Wszyscy znamy Marzenę Rogalską. No proszę państwa, to jest dalej pudrowanie trupa – oceniła w rozmowie ze Światem Gwiazd.

Teraz, w rozmowie z "Faktem", dziennikarka poszła dalej i skrytykowała większość prowadzących poranne formaty w największych stacjach telewizyjnych. Przyznała, że, z czystej ciekawości, ogląda polskie śniadaniówki.

Monika Richardson miażdży prowadzących śniadaniówki. "Co drugi sepleni"

– Najsmutniejsze jest to, że nie ma osobowości wśród prowadzących te programy. Marcin Prokop i Dorota Wellman wiosny nie czynią. A reszta państwa jest chłopcami i dziewczynkami do wynajęcia, którym nie udało się stworzyć żadnej tożsamości tego programu – oceniła.

– Akurat duetu Dorota i Marcin nie da się ani stłamsić, ani wsadzić do pudełka — oni są za duzi. Nie za bardzo da się ich usunąć, więc póki są, to są. Ale myślę, że to nie jest koncepcja Lidii Kazen, żeby stawiać na tę parę — dodała Richardson.

Wróciła również do zwolnienia wszystkich prowadzących "Pytania na śniadanie" TVP2, po zmianie władzy w mediach publicznych. W jej ocenie, był to "gigantyczny błąd" i brak szacunku dla widza.

– Myślę, że to jest nie do odbudowania. "Dzień dobry TVN" ogląda się w tej chwili z rozpędu. To jest tak zwany efekt rozpędzonego pociągu. "Pytanie na śniadanie" kiedyś to miało, ale włączyło hamulec bezpieczeństwa i wyrzuciło wszystkich z pociągu, więc właściwie nieważne, co robi, i tak się nie uda — stwierdziła dziennikarka, nie kryjąc jednak, że ma poważne zastrzeżenia, co do sposobu prowadzenia śniadaniówki TVN-u.

– Co drugi prowadzący sepleni albo nie mówi dobrze po polsku, albo nie wiadomo jak się nazywa, albo nie wiadomo, kim jest... Im bardziej oglądam, tym bardziej jest mi smutno – skwitowała.

Czytaj też:
Telewizja straciła koncesję. Znika z multipleksu
Czytaj też:
Nowa twarz porannego programu TVN. Zaskakująca zmiana

Opracowała: Małgorzata Puzyr
Źródło: Fakt