Rafał Stec był dziennikarzem i publicystą "Gazety Wyborczej" od 1998 roku. Zajmował się tematyką związaną z piłką nożną i siatkówką. Był autorem cyklu felietonów "A jednak się kręci" w "Gazecie Sport", poniedziałkowym dodatku "GW". Pracował też jako korespondent Mistrzostw Świata, Mistrzostw Europy i igrzysk olimpijskich, a także finałów Ligi Mistrzów i wielu turniejów siatkarskich. W 2023 roku został laureatem Nagrody im. Bohdana Tomaszewskiego dla najlepszego dziennikarza sportowego przyznawanej w ramach konkursu Grand Press.
Niespodziewanie, w niedzielę wieczorem, dziennikarz poinformował, że po ponad 27 latach pracy w "Gazecie Wyborczej" żegna się z redakcją. Ogłosił to we wpisie na swoim blogu.
Rafał Stec odchodzi z "Gazety Wyborczej". "Taki pojedynczy koniec świata"
Wcześniej serwis Press.pl ustalił, że Rafał Stec zrezygnował z pracy w "GW" jeszcze przed ogłoszeniem przez Agorę informacji o zwolnieniach grupowych, które trwają od 20 stycznia. – To była decyzja Rafała. Najbardziej przerażające jest to, że tak znakomitego autora nikt nie próbował zatrzymać – powiedział jeden z pracowników Agory.
Rozstanie z "Gazetą Wyborczą" Stec szczegółowo opisał na blogu "A jednak się kręci".
"Kot zwymiotował metr ode mnie. Zapamiętam tę scenę do końca życia, bo pewnych chwil nie zapomina się nigdy – każdy wie, co robił, gdy dowiadywał się o katastrofie smoleńskiej albo patrzył na upadające wieżowce w Nowym Jorku – a ja akurat otwierałem e-mail z informacją, że moja prośba o rozstanie z "Gazetą Wyborczą" za porozumieniem stron została przyjęta. Taki pojedynczy koniec świata, w skali mikro. (...) Rozwód z redakcją już zawsze będzie miał więc dla mnie konsystencję kociego pawia" – zaczął dziennikarz.
"Kryje się za nim prosta, krótka historia – mój dział został wchłonięty przez również należący do Agory portal Sport.pl, w którym nie chcę pracować" – wyjaśnił.
"Miałem szczęście i miałem/mam, poniekąd, pecha, bo obserwowałem/obserwuję też upadek tamtego porządku. Po raz pierwszy ocenzurowany zostałem – przez portal, który poprosił o opinię, stanowiła część większego materiału – dopiero kilka lat temu, o czym zresztą również dowiedziałem się przypadkowo. Wykasowane słowa mogły ponoć zagrozić redakcji biznesowo. Generalnie przeżyłem jednak w "Gazecie" fantastyczne 27 lat i 3 miesiące, których nie oddałbym chyba za żadną wyobrażalną alternatywę" – czytamy we wpisie Steca.
"I zżera mnie ciekawość, co stanie się jutro, bo wiem, że przypadek to największa siła rządząca rzeczywistością – przepraszam, jest jeszcze ordynacja wyborcza" – dodał dziennikarz.
Czytaj też:
"Komunistyczny propagandysta". TV Republika zdecydowała ws. koncesjiCzytaj też:
Nowa twarz w TVP. Dołącza znana aktorka
