Prezenterka Joanna Racewicz pochwaliła się na instagramowym profilu niecodziennym wydarzeniem. Opublikowała materiał ze ślubu, który... wzięła sama ze sobą. Racewicz w białej sukni oznajmiła, że zdecydowała się na ten wyjątkowy krok po długiej drodze odnajdywania siebie na nowo.
"Ja. Panna młoda. Dość dorosła. Na własnym ślubie. Sama ze sobą. Prawdziwa. Zdziwieni? Doskonale rozumiem. Więc – po kolei. Nie wiem, kiedy zaczęłam od siebie odchodzić. Może wtedy, kiedy ważniejsze stało się to, czego oczekują inni. Albo kiedy uczyłam się być dzielna. Lata pogoni, przymusu, wymagań, ocen, krytyki. Aż pojawiły się w moim życiu cudne kobiety" – opisała.
Sprawa wywołała falę komentarzy. Wielu krytykuje Racewicz za podważanie instytucji małżeństwa, a także chęć odcięcia się od relacji międzyludzkich. Kilka dni po wydarzeniu, dziennikarka opublikowała na Instagramie post, w którym podziękowała tym osobom, które pozytywnie wypowiedziały się o jej pomyśle.
Odpowiedź na krytykę
"Dziękuję za ciepłe słowa. Szczególnie te o odwadze. Bo pokazują, jak wiele jeszcze jest do zrobienia. To arcyważna refleksja, że trzeba odwagi, żeby mówić pełnym, własnym głosem o sobie. W prawdzie słowa i obrazy mają moc symbolu. Więcej niż obietnicy" – zaczęła. Moje "tak" dane sobie jest jak powrót do prawdziwego domu. Stąd można zacząć każdą podróż. Żadna nie będzie samotna. Bo właśnie dałam sobie słowo, że nigdy się nie opuszczę. Nie zawiodę, nie zostawię, nie wyprę się siebie. Ja, Joanna" – pisze Racewicz.
Na końcu wpisu Racewicz uprzedziła komentarze krytyków, podkreślając, że nie była to żadna "sologamia" ani "ślub panieński". "Na to jestem już za duża. Zbyt dorosła. Nazbyt świadoma. Wystarczająco, żeby wiedzieć, że miłość drugiemu można dać tylko wtedy, gdy naprawdę ukocha się i przyjmie siebie. O tym jest moja droga. O tym jest ta ceremonia" – podsumowała.
