Sportowcy, influencerzy, muzycy, aktorzy, przedsiębiorcy oraz zwykli Polacy włączyli się w akcję zorganizowaną przez youtubera Łatwoganga, który od 17 do 26 kwietnia prowadził transmisję na żywo, podczas której zbierał fundusze dla Fundacji Cancer Fighters, na leczenie dzieci chorych onkologicznie. Podczas historycznej zbiórki udało się zebrać ponad 282 mln zł, a ponad 3,6 mln zł zostało już przekazane 54 podopiecznym.
Zarówno Bedoes 2115, jak i Łatwogang postanowili ograniczyć swoją aktywność w sieci, podkreślając, że nie zamierzają zarabiać na przeprowadzonej akcji. W czwartek 30 kwietnia youtuber niespodziewanie opublikował nowe nagranie.
Łatwogang wydał oświadczenie. Wyjaśnił spekulacje
– Na starcie powiem, że wiem, że obiecałem, że nie będę pokazywał się medialnie w żaden sposób, żeby nie promować swojej osoby na pomocy, ale jest sytuacja, w której muszę pokazać się medialnie, chociaż tylko na to jedno nagranie i obiecuję, że to ostatnie nagranie przez dłuższy czas – słyszymy w filmie opublikowanym na Instagramie.
Jak poinformował, kilka miesięcy temu, jeszcze przed całą akcją, zawarł współpracę z Tymbarkiem, której efektem miał być napój sygnowany jego nazwiskiem. Produkt, zgodnie z umową, pojawił się w maju w sklepach. W związku z nowymi okolicznościami, youtuber nie chciał, żeby było to postrzegane, jako zarabianie na popularności związanej z akcją charytatywną.
"Po pierwsze, Tymbark podczas transmisji zobowiązał się, że stworzy napój, z którego wszystkie zyski trafią na rzecz fundacji Cancer Fighters. Ten napój, który powstanie, będzie zupełnie inny niż ten, który obecnie pojawia się z moim wizerunkiem" – zaznaczył influencer.
Wyjaśnił też, dlaczego napój z jego nazwiskiem w ogóle trafił do sprzedaży. "Mój napój trafia na rynek wyłącznie dlatego, że (...) mieliśmy wybór: albo wylać gotowy produkt, albo przeznaczyć cały zysk z jego sprzedaży na fundację. Wybraliśmy to drugie rozwiązanie. Chciałem jeszcze raz podziękować Tymbarkowi za podejście do sprawy. Piszę to prosto z serca, nikt mnie do tego nie zmuszał" – tłumaczył.
Jak ujawnił, firma zrezygnowała z dużego kontraktu i sama zaproponowała, by dochód ze sprzedaży butelek przekazać na cele charytatywne. "Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że niewiele firm postąpiłoby w ten sposób i nie wykorzystało sytuacji dla własnej korzyści" — dodał.
"Przepraszam, że tyle mówię i piszę, ale zależy mi, by nikt nie zrozumiał mnie opacznie. To ostatni raz, kiedy pozwalam sobie podziękować za to, co wspólnie osiągnęliśmy. Mam nadzieję, że jako Polska nigdy o tym nie zapomnimy i zawsze będziemy pamiętać o swoich" — podsumował.
facebookCzytaj też:
"Zamykamy wszystkie zbiórki". Niespodziewany komunikat fundacjiCzytaj też:
"Dajmy spokój Owsiakowi". Stanowski komentuje burzę w sieci
