W ostatnich dniach media obiegły informacje o trzech kontrowersyjnych działaniach dotyczących promocji naszego kraju.
"1/ Pełen błędów, nierzetelny raport o polskiej marce, stworzony przez AI 2/ Film promujący Polskę, na którym widać nie Polskę, a celebrytów/VIPy, z beznadziejnym hasłem 3/ Patoinfluencerka z OF, promująca Powstanie Warszawskie Przeoczyłam jakieś "sukcesy" wizerunkowe?" – podsumowała w mediach społecznościowych dziennikarka Polsatu Agnieszka Gozdyra.
O jakich "sukcesach" mów Gozdyra?
W tym tygodniu dowiedzieliśmy się m.in. o akcji Stowarzyszenia Warszawa 44, które chciało połączyć różne środowiska wokół pamięci o Powstaniu Warszawskim. Wybór jednej z "ambasadorek pamięci" wywołał jednak potężne kontrowersje. Po tym, jak w akcji pojawiła się Monika Laskowska, publikująca obecnie płatne treści na OnlyFans, organizatorzy wycofali jej zdjęcia.
Opinia publiczna usłyszała również o spocie, który ma promować Polskę. W gronie twarzy nowej międzynarodowej kampanii Polskiej Organizacji Turystycznej znaleźli się: Robert Lewandowski, Jesse Eisenberg, Lech Wałęsa, Maryla Rodowicz i Anja Rubik.Projekt wywołał olbrzymią falę krytyki. Internauci zwracają uwagę na koszty i pytają, czemu w nagraniu zdecydowano się promować celebrytów, a nie kraj.
Wczoraj natomiast wybuchła afera związana z dokumentem "Polaków Portret Własny. Raport z badań DNA marki Polska" opracowanym przez Fundację Marka Polska Think Tank oraz Akademię Leona Koźmińskiego. Badania zleciło, w ramach zadania publicznego, Ministerstwo Sportu i Turystyki, przeznaczając na ten cel prawie 200 tys. zł. Pracami kierowała dr hab. Barbara Mróz-Gorgoń, prof. UEW, która pod koniec lipca została powołana na funkcję pełnomocnik rządu ds. promocji marki Polski. Dokument został zaprezentowany jako "pierwsze tak kompleksowe badania o tym, kim jesteśmy, jakie wartości kształtują nasz wizerunek i jak widzimy potencjał Polski". Raport zawiera jednak szereg rażących błędów. Katowice zostały opisane jako znajdujące się w "północnym centrum Polski", pojawiły się nieprawidłowości w danych, wskazano też, że młodzi Polacy nierzadko posługują się "językiem mandaryńskim".
Czytaj też:
"Wybrał wariatkę". Stanowski nie miał litości Czytaj też:
"Co to ja jestem jakąś małpą w zoo?". Muzykowi puściły nerwy
