Po odejściu z Kanału Zero Marcin Meller odciął się od treści politycznych. Dziennikarz skupił się na budowie polskiej szkoły średniej w Tigraju w północnej Etiopii, żeby dać szansę tamtejszej młodzieży na lepszą przyszłość. Pisze też swoją trzecią powieść. W mediach pozostał już tylko jako prowadzący program "Melina" na antenie Eski Rock.
– Odchodząc po cichu z Kanału Zero, co wiązało się z pożegnaniem z działalnością czysto publicystyczną, robiłem to trochę w charakterze eksperymentu. Po raz pierwszy od lat miałem w ogóle nie zajmować się polityką. I była to błogosławiona decyzja psychiczno-zdrowotna. Dodatkowo narzuciłem sobie, że choćby mnie kusiło, nie będę pisać w mediach społecznościowych na tematy okołopolityczne. Minął ponad rok. Okazało się, że ten detoks to świetne działanie prozdrowotne dla umysłu. A gdy w sierpniu zeszłego roku wskoczył pomysł ze szkołą, to to odcięcie wybrzmiało jeszcze bardziej – podkreśla dziennikarz w rozmowie z Wirtualnymi Mediami.
Odejście z Kanału Zero. Meller: W skali od 0 do 10 elegancję mojego odejścia oceniam na 11
Meller został również zapytany o odejście z Kanału Zero. W lutym Krzysztof Stanowski przyznał że ma żal do dziennikarza. Jak twierdził, o jego decyzji dowiedział się z Instagrama. – Spełnialiśmy wszelkie jego oczekiwania, zachcianki, żądania. Byłem na obiedzie ze współpracownikami. Siedzę, jem i widzę, że dzwoni Marcin Meller. Wyciszyłem i chciałem oddzwonić, jak będziemy wracać. Wziąłem dwa kęsy, minęły trzy minuty i nagle mówią: Meller wrzucił oświadczenie, że odszedł z Kanału Zero, że zrezygnował ze współpracy – relacjonował Stanowski.
Meller pamięta to jednak inaczej. Twierdzi, że próbował się skontaktować z twórcą Kanału Zero, napisał mu też wiadomość SMS, którą Stanowski miał odczytać, jednak nie odpowiedział.
– W skali od 0 do 10 elegancję mojego odejścia oceniam na 11. Wiedząc, ilu Stanowski ma wrogów, zrobiłem wszystko, żeby nikt nie mógł wykorzystać mojego odejścia, by mu przywalić. Nie wpadłem na to, że rok później wykorzysta to, by mi wbić szpilę – stwierdził w wywiadzie z Wirtualnemedia.pl.
Meller żałuje współpracy ze Stanowskim?
Jednocześnie Marcin Meller stanowczo zaprzeczył, jakoby miał żałować współpracy z Krzysztofem Stanowskim.
– To było bardzo ciekawe doświadczenie: obserwowanie początku projektu i zderzenie się ze światem poza moją bańką. Bardzo pouczające. (...) Już sam ten kontakt z innym światem był cenny. Z innymi widzami, gośćmi, sposobami postrzegania rzeczywistości. Polecałbym to każdemu, a zwłaszcza dziennikarzom, a szczególnie publicystom. W mojej bańce rozczulało mnie to przekonanie o "wszystkich". Że "wszyscy coś tam", a ci "wszyscy" to mały światek. Potem jest wieczne zdziwienie, że ludzie myślą inaczej niż powinni i zagłosowali inaczej niż mieli zagłosować – stwierdził w rozmowie z Wirtualnymi Mediami.
Dziennikarz przyznał też, że w Kanale Zero miał większą swobodę niż w TVN24, a szef nigdy nie ingerował w to, kogo zaprasza do studia.
– Stanowskiego nie obchodziło, kogo zapraszam. Tak się umówiliśmy i słowa dotrzymywał. Kiedy rozmawialiśmy przed startem Zera, co on na to, że zaproszę Szymona Jadczaka, z którym naparzał się na Twitterze, odparł: "W dupie to mam. Twój program" – wspominał.
– W Zerze było więcej wolności niż np. w TVN24. Tam mi zablokowali Stanowskiego, kiedy go zaprosiłem. Nie zgodzono się na Bronisława Wildsteina, były pretensje o zaproszenie Marcina Dumy i szlaban na jego ponowną wizytę – dodawał dziennikarz.
Czytaj też:
Ma zarzuty karne, TVP wzięła go do programu. "Wyjątkowo obrzydliwe rzeczy"Czytaj też:
Znany dziennikarz odchodzi z Kanału Zero. Krytykował głośny reportaż
