Nowa odsłona filmu "Nigdy w życiu!" na podstawie powieści Katarzyny Grocholi "Właśnie, że tak! Nigdy w życiu 20 lat później" miała być sentymentalnym powrotem do kultowej komedii i spotkaniem z oryginalną obsadą. Tymczasem wzbudziła negatywne emocje. Okazało się, że w produkcji zabraknie Joanny Jabłczyńskiej, czyli filmowej Tosi. Aktorka opowiedziała publicznie o swoim rozgoryczeniu decyzją produkcji, twierdząc, że "podmiot, który wykłada bardzo duże pieniądze na najnowszą produkcję, miał swoją kandydatkę na Tośkę". Szybko okazało się, że córkę głównej bohaterki zagra Agnieszka Żulewska.
W mediach społecznościowych Katarzyny Grocholi pojawiła się nawet zapowiedź podjęcia "kroków prawnych" przeciwko Joannie Jabłczyńskiej. To jednak nie koniec.
Korwin-Piotrowska grzmi na Grocholę. "Fatalny stan edukacji"
Katarzyna Grochola podczas Festiwalu Herlinga-Grudzińskiego "Pociąg do Literatury" w Kielcach odniosła się do fali krytycznych komentarzy, które pojawiły się w internecie. Pisarka, powołując się na opinię "specjalisty ds. algorytmów", zasugerowała, że za część aktywności w sieci mogą odpowiadać boty. Do jej słów z ironią odniosła się później Joanna Jabłczyńska. "Przepraszam Panią Annę Katarzynę Grocholę za naruszenie dóbr osobistych w postaci czci, dobrego imienia, godności osobistej, autorytetu zawodowego i reputacji w środowisku filmowym oraz renomy jako producenta filmowego, a także tajemnicy korespondencji w związku z moimi wypowiedziami i publikacjami w mediach społecznościowych dotyczącymi produkcji filmu „Właśnie, że tak!" – napisała aktorka w oświadczeniu, dodając: "Materiał stworzony przy pomocy AI".
Do dyskusji włączyła się Karolina Korwin-Piotrowska. Dziennikarka nie potraktowała sprawy jako żartu. Jej zdaniem cała sytuacja pokazuje znacznie poważniejszy problem, jakim jest niewystarczająca wiedza na temat działania internetu i mediów społecznościowych.
"To wcale nie jest śmieszne. Pokazuje fatalny stan edukacji cyfrowej ludzi, także tych wypowiadających się publicznie i lejących na publiczność ostre brednie, świadczące o braku minimalnej wiedzy do wypowiadania się" — napisała Karolina Korwin Piotrowska.
Dziennikarka zakwestionowała również teorię, zgodnie z którą za ogromnym zainteresowaniem konfliktem mogły stać boty.
"To nie były boty. Tak działa algorytm mediów antyspołecznościowych. Boty mogły, choć nie musiały, wejść później. To były algorytmy, które szybko nakręciły przebodźcowanych i rozemocjonowanych ludzi, bo tak działają: bazują na emocjach, na najgorszych instynktach, bo na tym się zarabia, Meta na tym kosi worki kasy, zarabia na tym, że w każdym z nas jest zło" – tłumaczyła.
Dziennikarka odniosła się również do osoby, na której opinię powoływała się Katarzyna Grochola.
"Nie wiem, co to za »specjalista od algorytmów«, ale może powinien się doedukować i to szybko. A pani Grochola, no cóż…" — podsumowała Karolina Korwin Piotrowska.
Czytaj też:
Słynny duet z TVP. Dziennikarz zdradza, jak było naprawdę Czytaj też:
"Zabrali się za nich". Znana aktorka chce więzienia dla Przyłębskiej
