Kinga Rusin, będąca w ciągłej podróży, postanowiła odwiedzić w majowy weekend japońskie Kioto, gdzie odbywał się akurat festiwal gejsz. Jednak prezenterka i jej ukochany musieli uciekać z tego miasta. „Dziękuję gejszom z pięknego Kioto, ale musieliśmy uciekać… Sytuacja nas przytłoczyła… Polskie tłumy na majówkę to mały ból głowy w porównaniu z tajfunem wyjazdów Japończyków na ich majówkę, czyli Golden Week. Takie miejsca jak Kioto są wręcz oblegane!” – żali się Rusin na Instagramie. „Tu dopiero zrozumieliśmy, co to znaczy tłumy turystów na święta… Ceny szybują – hotele cztery razy droższe, zjedzenie kolacji w dobrej restauracji bez zrobionej miesiąc wcześniej rezerwacji – bez szans, kupienie wejściówek na zwiedzanie czegokolwiek – może jak się zajmie kolejkę o świcie” – kontynuowała Kinia. Czytelnicy mogą odetchnąć – nasza gwiazda jakoś dała radę. „Przed »ucieczką« zdążyliśmy jeszcze w Kioto na ostatni dzień festiwalu gejsz – Miyako Odori. Oglądanie z loży VIP niesamowitego spektaklu wynagrodziło nam inne niedogodności. Precyzja i synchronizacja ruchów wyglądały jak zaprogramowane, każdy najmniejszy gest, nawet sposób ułożenia wachlarza coś znaczy, każde mrugnięcie powiek coś przekazuje, muzyka i śpiew to część kulturowego kodu. Do tego te obłędne kimona (niektóre zabytkowe, o muzealnej wartości). Przeniosło mnie to w inny, magiczny świat. Zobaczyliśmy też przez trzy dni najważniejsze zabytki i świątynie (jest ich w Kioto w sumie ponad 2 tys., z czego aż 16 znajduje się na liście światowego dziedzictwa UNESCO). Spotkaliśmy kilka przemiłych osób z Polski, z którymi wymieniliśmy się obserwacjami (pozdrawiamy państwa serdecznie!)” – zrelacjonowała była gwiazda TVN. Loża VIP wynagradza wszelkie trudy. A państwo jak? Działka i kiełbasa na grillu?
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
