Telewizja Polska przedstawiła w styczniu uczestników zakwalifikowanych do finału krajowych kwalifikacji do konkursu Eurowizji w Wiedniu. Na liście finalistów znalazło się ośmioro artystów: Alicja – "Pray", Anastazja – "Wild Child", Basia Giewont – "Zimna woda", Jeremi Sikorski – "Cienie przeszłości", Karolina Szczurowska – "Nie bój się", Ola Antoniak – "Don’t You Try", Piotr Pręgowski – "Parawany tango" i Stasiek Kukulski – "This too shall pass"
Część jurorów przyznała publicznie, że poziom nadesłanych zgłoszeń był niski, a w TVP martwią się, że w polskich preselekcjach do Eurowizji nie wystąpi żadna duża gwiazda. Co ciekawe, stacja miała zaproponować "dzikie karty" znanym artystom, ale spotkała się z odmową. Dodatkowo, ku zaskoczeniu fanów Eurowizji, Telewizja Polska postanowiła, że występy finalistów preselekcji zostaną nagrane wcześniej w studiu, co oznacza, że zapowiadany koncert nie dojdzie do skutku. To wywołało krytykę uczestników i komentatorów.
Działania TVP przed Eurowizją. Zapendowska krytykuje
Teraz głos w sprawie zabrała Elżbieta Zapendowska. Specjalistka od emisji głosu w rozmowie z "Faktem" przyznała, że nie ma żadnych wątpliwości, że występ na żywo z publicznością znacząco różni się od występów nagranych w profesjonalnym studiu. Ostrzegła też przed wykorzystywaniem luk w przepisach.
– Oczywiście, że jest różnica między występem nagranym a występem na żywo. Każda luka niestety powoduje kombinacje i to, że ludzie starają się nagiąć, znając swoje umiejętności, do luk w przepisach. Ale czymś to telewizja musi argumentować – powiedziała Zapendowska w rozmowie z dziennikiem.
Jak zaznaczyła, "na pewno występ na żywo obnaża całą prawdę". Ekspertka dała wyraźnie do zrozumienia, że ma zastrzeżenia co do tegorocznej odsłony konkursu.
70. Konkurs Piosenki Eurowizji odbędzie się 12, 14 i 16 maja 2026 roku w Wiener Stadthalle w Wiedniu.
