Artur Barciś to polski aktor filmowy, dubbingowy, teatralny i telewizyjny, a także reżyser oraz scenarzysta. Jest absolwentem Wydziału Aktorskiego łódzkiej PWSFTviT, którą ukończył w 1979 r. Przed kamerami zadebiutował w roku 1978 niewielką rólką w obrazie pt. "Do krwi ostatniej". Pod koniec lat 90. zyskał sympatię telewidzów dzięki jednej z głównych ról w serialu telewizyjnym "Miodowe lata", gdzie wcielił się w postać Tadeusza Norka.
Aktor gościł niedawno w podcaście "Dobra doczesne". W rozmowie z Michałem Jośko zwrócił uwagę na coś, co drażni go w przestrzeni publicznej. Nie krył emocji, mówiąc o "kaleczeniu języka polskiego".
Artur Barciś wściekły na dziennikarzy i polityków. "Ubolewam"
– Ubolewam – i to jest mój problem – nad kaleczeniem języka polskiego. Nie, że tworzeniem neologizmów typu "szponcić", ale mówieniem źle po polsku. Z błędami, nawet bez świadomości – zaczął Artur Barciś, podkreślając, że największy żal ma do tych, którzy powinni dawać przykład w tym obszarze.
– Największy żal mam do was, dziennikarzy. Dlatego, że jeżeli w radiu słyszę dziennikarkę, która prowadzi cykliczną audycję – nie będę mówił, w jakim radiu – w której cały czas mówi: "tom Polskom", "tom młodzieżom", "tom ojczyznom", to po prostu szlag mnie trafia – grzmiał aktor. – To jest tak okropny błąd – i to nie jest żadna gwara, tylko plaga, która jest wszędzie – zaznaczył.
Swoje pretensje Artur Barciś kierował również do nauczycieli i polityków. Tych ostatnich oskarżył o próbę przypodobania się swojemu elektoratowi poprzez niedbały język.
– Nauczyciele tak mówią do uczniów i dziennikarze... – wyliczał. – O politykach to już nie wspomnę, bo politycy często po prostu tak "używajom" tego języka, żeby trafić do swojego elektoratu, który tez tak mówi – dodawał.
Czytaj też:
Legendarny dziennikarz wrócił do TVP. Widzowie dawno nie słyszeli tych słówCzytaj też:
"19.30" już nie o 19.30. Dziwne zmiany w TVP
