Halle Berry znalazła się w centrum poważnego sporu sądowego z byłym mężem Olivierem Martinezem. Francuski aktor złożył wniosek o tymczasowy zakaz zbliżania się oraz wyłączną opiekę nad ich 13-letnim synem Maceo. W dokumentach sądowych zarzucił aktorce przemoc wobec chłopca. Sąd wydał już wyrok w tej sprawie.
Olivier Martinez oskarża Halle Berry. Sąd pozbawił aktorkę opieki nad dzieckiem
Martinez twierdził, że 26 września doszło do fizycznego starcia między Berry a jej dzieckiem. Podczas kłótni aktorka miała chwycić syna za szyję i go dusić. W swoim wniosku przekonywał, że nie był to odosobniony przypadek. Jak twierdzi, w poprzednich latach miało dochodzić również do innych sytuacji, które określił jako fizyczną, werbalną i emocjonalną przemoc. Z relacji byłego męża Berry wynika również, że podczas ostatniego incydentu w domu obecny był partner aktorki, muzyk Van Hunt.
1 października sędzia sądu hrabstwa Los Angeles częściowo uwzględnił wniosek Martineza o tymczasowy zakaz zbliżania się. Jednocześnie zmieniono tymczasowo zasady kontaktów Halle Berry z synem. Aktorka mogła spotykać się z Maceo, ale w określonych godzinach i dniach. Postanowienie miało obowiązywać do kolejnego posiedzenia sądu zaplanowanego na 16 października.
Jak poinformował TMZ, sąd wydał decyzję w tej sprawie. Po przesłuchaniu świadków, w tym samego chłopca, sąd zdecydował o przyznaniu ojcu głównej opieki fizycznej. Aktorka nie będzie już mogła spędzać z synem nocy. Do tej pory byli partnerzy dzielili się obowiązkami rodzicielskimi po równo. Na decyzji sądu nie kończą się obowiązki nałożone na gwiazdę. Berry ma również uczestniczyć w specjalnych sesjach terapeutycznych. Ich celem jest odbudowanie relacji z synem, która – jak wynika z przedstawionych informacji – została poważnie nadwyrężona. Zadowolenia z rozstrzygnięcia nie ukrywał prawnik Oliviera Martineza. Tuż po wyjściu z sądu określił decyzję jako "monumentalne zwycięstwo" swojego klienta.
Czytaj też:
Szokujące słowa polityka KO. Stanowski uczy go kultury Czytaj też:
Piosenkarka pogrążona w rozpaczy. "Umarliśmy razem"
