"Posypałam się". Znana piosenkarka wydała oświadczenie

"Posypałam się". Znana piosenkarka wydała oświadczenie

Dodano: 
Wokalistka Maryla Rodowicz
Wokalistka Maryla Rodowicz Źródło: PAP / Andrzej Jackowski
Maryla Rodowicz zabrała głos po koncercie na Stadionie Narodowym. Ujawniła kulisy technicznej wpadki.

Sobotni koncert Roztańczony Narodowy przyciągnął na Stadion Narodowy tłumy fanów i plejadę gwiazd. Na scenie pojawili się m.in. Maryla Rodowicz, Roxie Węgiel, Cleo, Young Leosia, Golec uOrkiestra, Skolim i Zenek Martyniuk. Wydarzenie wywołało jednak nie tylko muzyczne emocje. W mediach społecznościowych pojawiło się wiele krytycznych opinii na temat nagłośnienia, a część komentarzy dotyczyła również występu Maryli Rodowicz. Artystka postanowiła wyjaśnić, co wydarzyło się na scenie, i przeprosić publiczność.

Maryla Rodowicz o wpadce na Roztańczonym Narodowym

Piosenkarka opublikowała w mediach społecznościowych wpis, w którym opisała problemy towarzyszące jej występowi. Jak się okazało, trudności zaczęły się jeszcze przed koncertem. Artystka musiała dostosować przygotowany repertuar do znacznie krótszego czasu antenowego.

"To było wczoraj na Narodowym, na Roztańczonym Narodowym. Miałam problem techniczny w trakcie koncertu i się posypałam" – napisała Maryla Rodowicz.

Początkowo jej występ miał obejmować trzy utwory trwające łącznie 12 minut. Ostatecznie piosenkarka dostała zaledwie siedem minut na scenie. Konieczne stało się więc skrócenie repertuaru i zmiana układu piosenek.

"A moje trzy utwory miały 12 min. Telefon do kierownika muzycznego: "Marcin, co robimy?". On na to: "Musimy wyrzucić "Sekretarkę"." "No co ty, "Sekretarka" być musi, bo jest zabawna, poza tym dobrze "kopie", czyli inaczej dobrze żre, czyli "Sekretarką" musimy kończyć"” – relacjonowała artystka.

Ostatecznie udało się zaoszczędzić cztery minuty. Z utworów usunięto wstępy, zakończenia i solówki. Tak duża ingerencja w dobrze znany repertuar okazała się jednak dla wokalistki sporym wyzwaniem.

"Ja ten numer śpiewam 46 lat". Gwiazda przeprasza fanów

Maryla Rodowicz przyznała, że podczas próby zmieniona wersja utworów nie sprawiała problemów. Sytuacja wyglądała inaczej podczas właściwego występu. Ogromna scena, tłum zgromadzony na stadionie i stres sprawiły, że artystka straciła orientację w nowym układzie piosenki.

"Na próbie było okej, ale na koncercie doszedł stres, scena wielka jak latający spodek, morze ludzi, emocje i wpadka. Wstęp... Czekam na zwrotkę, a słyszę, że chórek śpiewa refren. "Boże, gdzie ja jestem?" Ja, jak ten koń do stajni, przyzwyczajona do starego wstępu. No ludzie, ja ten numer śpiewam 46 lat. Tego się nie robi wokaliście dwa dni przed koncertem. Zamiast się skupić na dobrym wokalu, czekałam w panice na refren, na zwrotkę, na zakończenie" – wyjaśniła.

Na koniec artystka zwróciła się bezpośrednio do osób, które oglądały jej występ.

"Tłumaczę się dlatego, żeby przeprosić fanów i powiedzieć, że śpiewanie na żywca w różnych warunkach niesie ze sobą pułapki. Wiem, że złej baletnicy przeszkadza rąbek od spódnicy. Mam nadzieję, że mi wybaczycie, a ja obiecuję nie zgadzać się w przyszłości na taki tor przeszkód” – podsumowała Maryla Rodowicz.

instagram Czytaj też:
"Resortowe dziecko i obrzydliwy typ". Cejrowski poszedł do Wojewódzkiego
Czytaj też:
Kanał Zero rozbił bank. Stanowski triumfuje

Opracowała: Małgorzata Puzyr
Źródło: DoRzeczy.pl