Iga Świątek rozpoczyna kolejny etap sezonu. Po występie na Wimbledonie, Polka we wtorek zainauguruje rywalizację w turnieju WTA 1000 w Toronto, gdzie ma szansę na przełamanie niekorzystnej serii. Tuż przed turniejem uwagę kibiców przyciągnęły, przede wszystkim, głośne słowa psycholog Ewy Woydyłło o kondycji polskiej tenisistki. Psycholog i terapeutka uzależnień gościła w podcaście "Return" na kanale Trzeci Serwis.
– Ona wyskoczyła jako taka gwiazda i jeszcze wykreowała się na taką rozumną, dojrzałą, mądrą dziewczynę. A jest prawdopodobnie głupiutka, wystraszona. Sama nie rozumie tego, co się dzieje – mówiła w rozmowie z Lechem Sidorem. – Przypuszczam, że ona się wypaliła, że tenis wystarczył jej na kilka lat spektakularnego wspinania się. Rozbłysła jak gwiazda, a teraz już nią nie jest, jest spadającym meteorem. I ciągle spada, spada – dodawała.
Jej słowa odbiły się szerokim echem w przestrzeni publicznej. Głos w sprawie postanowiła zabrać Karolina Korwin-Piotrowska. Dziennikarka nie gryzła się w język.
Korwin-Piotrowska grzmi po wywiadzie z psychologiem. "Ekspert z d*py"
"Wiecie, jestem ostra, ale po pierwsze nie robię z siebie psychologicznego autorytetu, swoje miejsce znam, ale wierzcie mi, szczęka mi opadła. Tu nie chodzi tylko o to, co padło. Bo jest to skandaliczne, ALE jest tam coś jeszcze. Chodzi tu także o to, że dzisiaj nie ma odpowiedzialności za słowa. Każdy może mieć podcast, ale może nie każdy powinien, bo tutaj powinna była wejść riposta od prowadzącego, jakaś reakcja, ale nie była. Bo i po co. Ten wywiad nie powinien nigdy zostać opublikowany, ale został, bo nikt nie pomyślał o tym, że jest odpowiedzialność za słowa i materiał, jaki się emituje! W nocy obejrzałam całość i powiem tyle: kwiatków jest tam więcej" – zaczęła Korwin-Piotrowska w dłuższym wpisie na Instagramie.
Sprawa rozmowy o Idze Świątek sprowokowała dziennikarkę do szerszej refleksji na temat kondycji mediów w Polsce.
"Pozwalamy, żeby każdy prowadził sobie podcast, nazywał się dziennikarzem, mówimy: niech dają przestrzeń do głoszenia poglądów, ale nikt za nic nie bierze odpowiedzialności. I taki mamy efekt. W mediach gada dzisiaj każdy ekspert z d*py, coach z kibla, wariat, szur, rasista czy ksenofob, no bo może, przecież jest wolność słowa, wolność bycia durnym też, a ten, który ma mikrofon i studio, chętnie nazywa się dziennikarzem. Bo może" – stwierdziła.
"Posiadanie studia z mikrofonami nie robi z ciebie dziennikarza, najwyżej dostarczyciela komercyjnego kontentu, a napisanie masy książek, wiek czy wykształcenie nie robią z ciebie dożywotniego autorytetu. Ten tak zwany wywiad to kwintesencja medialnego gó*na ad 2026. Możemy sobie pogratulować" – zakończyła swój wpis.
instagram Czytaj też:
"Głupiutka i wystraszona". Znana psycholog wywołała burzę Czytaj też:
Polsat zamyka znany program. "Wierzę, że ta misja nie dobiegła końca"
