"Szczerze, mi się nogi ugięły". Osobiste wyznanie Racewicz

"Szczerze, mi się nogi ugięły". Osobiste wyznanie Racewicz

Dodano: 
Prezenterka Joanna Racewicz
Prezenterka Joanna Racewicz Źródło: YouTube / MamaDu
Prezenterka Joanna Racewicz podzieliła się osobistym wyznaniem na temat relacji z synem. Opowiedziała, który momenty wywołał u niej ogromne wzruszenie.

W podcaście "Bliżej. Czule o rodzicielstwie", Joanna Racewicz podzieliła się osobistym wyznaniem na temat swojego syna, Igora. Prezenterka przyznała, że szczególnym momentem refleksji stała się tegoroczna studniówka Igora. Widok syna w oficjalnym stroju wywołał u niej falę wspomnień.

– Najbardziej mnie to uderzyło, jak wbił się w ten garnitur studniówkowy – piękny szyty na miarę. Powiem wam, szczerze, mi się nogi ugięły. Jeszcze jak spojrzał na mnie, z tej swojej wysokości, tym samym wzrokiem i uśmiechnął się tym samym uśmiechem. Głos ma trochę inny, ale ma ten sam dystans. I taki rodzaj totalnego spokoju, choćby waliło się i paliło – wyznała Joanna Racewicz.

Trudne chwile po śmierci męża

W wywiadzie pojawił się także wątek powrotu do codziennych obowiązków po stracie męża. Mąż Racewicz zginął w katastrofie smoleńskiej 10 kwietnia 2010 roku. Joanna Racewicz przyznała, że to konieczność opieki nad małym dzieckiem była czynnikiem, który pozwolił jej przetrwać najtrudniejszy etap żałoby.

– Czułam, że życie się skończyło i nie ma już nic dalej, tylko ciemna noc, tylko ciemna dolina. A potem z łóżeczka ze szczebelkami odzywał się taki mały słodki głosik: "mama, am". I trzeba było wstawać, odsłaniać okna, i trzeba było do życia, do kuchni, do kaszki, do podgrzewacza, do tulenia. Bo obok był mały człowieczek, który nie rozumiał tego, co się wydarzyło – opowiedziała.

Dziennikarka podsumowała, że obecność syna wymusiła na niej powrót do aktywności życiowej i zawodowej, co w tamtym czasie stanowiło jedyną skuteczną formę terapii.

Paweł Janeczek, mąż Joanny Racewicz, był porucznikiem Biura Ochrony Rządu i szefem ochrony prezydenta Lecha Kaczyńskiego. 10 kwietnia 2010 r., po zamianie z kolegą, znalazł się na pokładzie samolotu 154-M, który rozbił się w Smoleńsku. W 16. rocznicę katastrofy, Racewicz opublikowała osobisty wpis. "Kwiecień. Wieczna blizna. Pęknięcie. Dzieli życie jak Rubikon. Tnie oddech na pół. I znów zabiera do dnia, do tej jednej chwili, w której zatrzasnął się świat" – napisała krótko Joanna Racewicz na Instagramie.

Czytaj też:
Kaczyński: Kłamstwo smoleńskie ciągle trwa
Czytaj też:
"Ciociu, ale co to jest ten dziadek?". Poruszające wspomnienie Wassermann

Źródło: YT/MamaDu