W grudniu 2024 r. doszło do wymiany zdań pomiędzy byłym premierem Mateuszem Morawieckim a Justyną Dobrosz-Oracz. Przedstawicielka TVP Info zapytała polityka PiS, czy był przesłuchiwany w śledztwie dotyczącym kampanii "StopRussiaWar". Morawiecki w odpowiedzi zapytał: "A co pani powie o swoich kontaktach z panem Rubcowem?". Były premier odniósł się do głośnej sprawy rosyjskiego szpiega Pawła Rubcowa, który przez lata działał w Polsce pod przykrywką hiszpańskiego dziennikarza. W tym czasie w internecie krążyło sfałszowane zdjęcia, na którym dziennikarka miała być widoczna w jego towarzystwie.
– Ja jeszcze nie mówiłam, bo ja pozwałam byłego premiera, i to ujawnię właśnie teraz przy okazji tej debaty. [...] Był wzywany przeze mnie, żeby przeprosił i nigdy tego nie zrobił, chociaż teraz próbuje torpedować to postępowanie. De facto to pismo, które mi wysłał, sugeruje, że sama jestem sobie winna, bo to opublikowałam. Powiedział to w Sejmie przy wielu kamerach, także Republiki – ujawniła Justyna Dobrosz-Oracz podczas debaty o mediach w TVP, która odbyła się w poniedziałek 30 marca.
Dobrosz-Oracz pozwała Morawieckiego. Ujawnia, czego się domaga
Dziennikarka TVP więcej szczegółów sprawy zdradziła w rozmowie z "Faktem".
– Rubcowa doklejali anonimowi użytkownicy platformy popierający PiS. Rosyjski szpieg został doklejony do mojego zdjęcia, Radomira Wita i Patryka Michalskiego. To była fotografia wykonana na plaży podczas jakiegoś weekendowego wyjazdu – mówiła.
– Myślałam, że przyzna, że mnie z kimś pomylił i wyjdzie z tego z twarzą. On jednak nadal w to brnął. Byłam tą sytuacją bardzo wzburzona. W końcu takiego komentarza nie rzuciła przeciętna osoba, ale były premier. Takie słowa dla mnie, jako dla dziennikarki, były ciosem w samo serce. Tutaj chodzi o naszą wiarygodność. Jeśli ktoś próbuje mnie oczernić, sugerując, że miałam kontakty z rosyjskim szpiegiem, to chyba nie ma zarzutu większego kalibru w stosunku do dziennikarza – dodała.
Jak poinformowała Dobrosz-Oracz, sprawa trafiła na ręce sędziego po dziewięciu miesiącach oczekiwania.
– W odpowiedzi na pozew prawnik Mateusza Morawieckiego wysłał pismo, w którym wystąpił o oddalenie pozwu. Według nich był bezzasadny. Mało tego, chcą mnie obciążyć kosztami procesowymi — wyjaśniała.
– Jakbym zostawiła tę sprawę bez komentarza, oni za jakiś czas stwierdziliby, że coś jest na rzeczy. Musiałam bronić swojego dobrego imienia – zaznaczyła.
Dziennikarka zdradziła również, że oczekuje od polityka publicznych przeprosin oraz wpłaty 50 tys. zł na Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy.
Czytaj też:
TVP rozbiła bank. Padł rekord oglądalnościCzytaj też:
Dobrosz-Oracz pozwała Morawieckiego. "Próbuje torpedować postępowanie"
